MODLITWA JUBILEUSZOWA
na 800-lecie Zakonu


Miłosierny Boże,
w Twojej odwiecznej mądrości
powołałeś swego sługę Dominika,
aby kroczył po ścieżkach wiary
jako wędrowny kaznodzieja
i głosiciel łaski.
Z Twoim słodkim Słowem Prawdy
w sercu i na ustach
Dominik zaprosił
pierwsze siostry i braci,
aby zjednoczyli się w życiu
kontemplacyjnego posłuszeństwa,
w służbie świętego kaznodziejstwa.

Obchodząc Jubileusz
800-lecia istnienia Zakonu
prosimy Cię, poślij na nowo
Ducha Chrystusa zmartwychwstałego
do naszych serc i umysłów.
Odnów nas, abyśmy wiernie i radośnie
głosili Ewangelię pokoju.

Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.
Święty Marcin de Porres († 1639)

Marcin de Porres urodził się w 1579 roku w Limie, stolicy Peru, jako nieślubny syn rycerza hiszpańskiego i niewolnicy Anny Velasquez, Indianki (niektórzy podają, że matka była Murzynką). Porzucony przez naturalnego ojca, oddał się całkowicie pobożności. Przystąpiwszy do Trzeciego Zakonu Dominikańskiego, zachowywał ostre posty. Biczował się nocami, długie godziny we dnie i w nocy poświęcał modlitwie. Wrażliwy na cudzą nędzę i cierpienia, sam ubogi, śpieszył z pomocą potrzebującym, wyzbywając się własnych rzeczy. By nieść ludziom ulgę w cierpieniu, studiował medycynę. Wstąpił później (około 1603 roku) do Zakonu Kaznodziejskiego jako brat konwers. Żył w klasztorze Matki Bożej Różańcowej w Limie. Blaskiem świętości pociągał wszystkich do siebie. Oddawał się wciąż uczynkom miłosierdzia, budował szpitale, sierocińce i przytułki. Wykupywał Murzynów z niewoli, żebrząc wspierał ubogich. Amerykanie obliczyli nawet, że przez całe lata rozdawał ubogim około 2000 dolarów tygodniowo i około 160 osób otrzymywało od niego odzież.
Pewnego razu, gdy brakowało mu pieniędzy na wykup niewolników, zaproponował swemu przeorowi, by jego sprzedał i w ten sposób uzyskał brakującą sumę. Zadziwiał najgłębszą pokorą, nie chcąc nigdy zasiadać z braćmi i uważając się za ostatniego ze wszystkich. Obdarzony darem cudów, proroctwa i bilokacji, wspomagał ludzi nawet na odległość. Przepowiedział swą śmierć. W chwili śmierci widział Najświętszą Maryję Pannę i świętych; oddał Bogu ducha licząc lat 70 w 1639 roku. Kanonizował go Jan XXIII. Jest patronem braci współpracowników. Na obrazach przedstawiany jest jako Metys lub Mulat w habicie braci konwersów (z czarnym szkaplerzem).


Z homilii bł. Jana XXIII, papieża, wygłoszonej podczas kanonizacji św. Marcina de Porres

Marcin wskazuje przykładem własnego życia, że zbawienie i świętość można osiągnąć na drodze podanej nam przez Chrystusa Jezusa, a mianowicie, jeśli po pierwsze: miłujemy Boga "całym swym sercem, całą swoją duszą i całym swym umysłem; po wtóre zaś: jeśli miłujemy bliźniego jak siebie samego".
Dowiedziawszy się, że Chrystus Jezus "cierpiał za nas i w ciele swoim poniósł nasze grzechy na drzewo krzyża", szczególną miłością otaczał Jezusa ukrzyżowanego. Rozważając okrutne Jego cierpienia nie mógł powstrzymać się od obfitych łez. Gorąco miłował najchwalebniejszy Sakrament Eucharystii. Dlatego często ukryty w zakrystii kościoła, wiele godzin adorował Najświętszy Sakrament; pragnął też przyjmować Go jak tylko można było najczęściej.
Poza tym święty Marcin, posłuszny nakazowi Mistrza, otaczał swych braci najżywszą miłością płynącą z niezłomnej wiary i ducha pokory. Miłował też wszystkich ludzi, bo szczerze upatrywał w nich dzieci Boże i swoich braci, owszem, miłował ich bardziej niż siebie samego, albowiem w swej pokorze uważał innych za sprawiedliwszych i lepszych od siebie.
Tłumaczył błędy drugich i darował nawet najcięższe krzywdy; był bowiem przekonany, że z powodu popełnionych grzechów zasługuje na daleko cięższe kary. Z prawdziwą troskliwością sprowadzał błądzących na właściwą drogę; z życzliwością pielęgnował chorych, ubogim rozdawał żywność, odzienie i lekarstwa. Jak tylko potrafił, otaczał czułą opieką i troskliwością wieśniaków, Murzynów i Metysów, spełniających wówczas najniższe posługi. Toteż zasłużył sobie na przydomek: "Marcin od miłości".
Święty ów człowiek, który zachętą, przykładem i cnotą tak wielu ludzi pociągnął do religii, także teraz może w przedziwny sposób wznosić nasze umysły ku sprawom nieba. Nie wszyscy jednak, niestety, rozumieją owe dary niebieskie jak należy, nie wszyscy uznają ich wielkość, owszem, wielu ludzi, skłaniając się ku przyjemnościom grzechu, pomniejsza ich znaczenie, odnosi się do nich z niechęcią albo po prostu je lekceważy. Oby przykład Marcina pouczył wielu, jak słodką i szczęśliwą jest rzeczą podążać śladami Jezusa Chrystusa i kierować się Jego Boskimi przykazaniami.